Recenzja
by Ucoa
Mam
perełkę znalezioną na przeszukiwaniu czeluści polskiego ao3 (ew). Miłej
lektury, krótkie to, 200-słownicowiec, no. Pozwalam sobie na nadużycie
gifów, w końcu SPN , nie? Tradycja musi trwać.
Mijała
trzecia, gdy Deana obudził huk drzwi wejściowych. Poderwał się z łóżka akurat w
momencie, w którym do ich sypialni wtoczył się zalany w sztok John.
Osz
cholera, mam przed oczami Papę Winchestera toczącego się jak kula przez framugę
drzwi.
Niesamowity
obraz. Dziękuję, idę się porzygać.
—
Sammy… — wybełkotał mężczyzna, przytrzymując się framugi, a potem próbując
wejść głębiej.
Ohoho,
zaczynamy z grubej rury.
Wchodzi
głębiej.
—
Tat… tata pokaże ci jak być dobrą omegą. — Dean złapał go za fraki, zanim ten
się przewrócił, przy okazji skutecznie blokując mu drogę do młodszego brata.
Za
fraki, to polskie opko z ao3 czy XIX-wieczna nowela?
W
ogóle tak niezręcznie to jest napisane. Tak, Dean przytrzymał ojca , żeby ten
się nie przewrócił, a tak przy okazji jeszcze mu zablokował drogę???
—
Daj mu spokój — syknął Dean, wypychając go za drzwi, a przynajmniej próbując.
Dean bardzo dużo próbuje, ale no, chęci się liczą, nie?
—
Odsuń się.
—
Nie wolisz mnie? — wypalił Dean, chwytając się ostatniej deski ratunku.
Raczej
brzytwy, jak to ma go uratować, lol. Jak już to rzucił ostatnim
argumentem, a nie jakieś polimaty.
—
Ja… Już umiem co nieco?
Co
nieco, ja nie mogę, nie dam rady XDD
On
jest jeszcze dzieciakiem, nic nie potrafi, nie będziesz zadowolony! —
wykrztusił znowu.
Nie
doceniasz brata, będzie mu smutno.
I
choć zwróciło to uwagę Johna, nie wystarczyło całkowicie. — Ja mam jej oczy.
Ukradłeś
je i je przehandlujesz! Wspaniały pomysł, wyśle cię do psychiatryka i będziesz
wolny!
[ta duża przerwa tu była, nie zrobiłam jej]
Rano
Deana obudziła szklanka wody wylana na twarz.
— Wstawaj.
—
Daj mi spokój, Sammy — odparł, ukrywając mokrą głowę pod poduszką.
Przez
moment myślałam po zachowaniu i tekście, że to John, a tu proszę.
Szkoda,
że tej szklanki nie miał jak dom im płonął, shame on you, on your family and on
your cow.
—
Mam urodziny, obiecałeś, że spędzimy je jak będę chciał. Nie możesz spać.
NIE
MOŻESZ SPAĆ, ZABRANIAM CI, NIGDY JUŻ MA NIE SPAĆ.
Jezu,
to takie ooc, to mnie boli.
NIE,
JA WIEM, TO JEDNO Z TYCH AU GDZIE SAM MIESZKA W PIEKLE I W OGÓLE, TO JEST
PODMIENIEC JAK HERMIONA Z CIENKIEJ GRANICY ( w ogóle autoreczka usunęła chyba
konto?? Ale z moich źródeł nie przeze mnie, więc okej uwu)
—
Nie możesz dać mi chociaż chwili spokoju?— warknął Dean.
Wrrr.
Koparki, armagedon.
—
Trzeba było w nocy spać, a nie.
A
nie--- co? Kończ zdania, pała.
A
nie, zaraz, Dean ją wziął za ciebie.
…Pójdę
do piekła.
—
Nic nie wiesz, gówniarzu — warknął ostatni raz, ale wyszedł z łóżka i poszedł pod
prysznic.
Jaka
patologiczna rodzina, jezu drogi.
—
Śmiesznie chodzisz.
Sam,
czemu to miało służyć, nawet sześciolatki nie zadają takich pytań, a ty masz 10
lat.
—
Wydaje ci się — odparł zza drzwi, gdzie próbował doprowadzić się do porządku,
by móc godnie świętować dziesiąte urodziny brata.
Próbował,
nie udało mu się. Koniec. Oopsies.
Fraza: I came in like a wrecking ball
Ocena: 4/10
https://archiveofourown.org/works/10805496



